Dla tych którzy jeszcze nie słyszeli, nie wiedzą i nie mają bladego pojęcia co się dzieje na bożym świecie :) pragnę przekazać nowinę, iż od 28 lutego pełnoprawnie i z premedytacją mogę pisać trzy literki i stawiać po nich kropkę przed nazwiskiem. Tak, tak studia dobiegły końca, jestem inżynierem. :)
Przy tej okazji naszła mnie trochę smutna i przygnębiająca refleksja. Po co komu zootechnik/zootechniczka z piątką na dyplomie i aspiracjami do pracy w zawodzie? Na rozmowach pytają dlaczego szukam pracy w PR a nie w sektorze rolno-zwierzęcym, w sektorze rolno - zwierzęcym - czemu tutaj jak studiuje PR a poza tym gdzie moje doświadczenie w tej branży? Oferty pracy? Kierownik fermy, przedstawiciel handlowy/ambasador marki/ promotor produktu (niepotrzebne skreślić) firm paszowych oraz ewentualnie ale to już na prawdę ewentualnie można zajać się robieniem doktoratu i badań na uczelni ale tylko w momencie gdy twoja średnia oscyluje w granicach 7.0.
Po co uczył się człowiek metod ilościowej oceny populacji? Dryfów genetycznych? Układania dawek? Analizy pasz? Wszystkich specjalistycznych hodowli? Po co wydawał pieniądze na ksero, kawę w bufecie i red bulle pite po nocy? I czego może oczekiwać od rynku pracy gdy już przed nazwiskiem będzie mógł wpisać sześć liter: mgr inż. ? Tego samego co teraz - etatu w tesco lub salad story. Bon appetit!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz