Uwaga uwaga, teraz będzie rozwiniecie tytułu: trzy rzeczy które sa i trzy rzeczy których nie ma
JEST:
1. w miarę ładne słońce za oknem
2. buty, które chodziły mi po głowie od paru dni
3. kilka kilogramów tu i tam które doprowadziły mnie do stanu frustracji i detrerminacji w pozbyciu sie ich
NIE MA:
1. pracy
2. piędzy
3. czasu żeby pojechać na snowboard
Bez sensu. Niech już będzie wiosna.
piątek, 11 marca 2011
czwartek, 10 marca 2011
nędznie
Dzień kobiet (albo Dzień naleśnika jak kto woli:)) minął jak co roku, z mniejszą lub większą ilością kwiatków, które stoją i pachną do dzisiaj. Dobrze ze nie jest to już goździk i rajstopy jak w czasach towarzysza Gierka.
Wieczór, 8 marca spędziłam wspólnie ze znajomymi (i Łukaszem :))w Teatrze Roma na musicalu Les Miserables, czy Nędznikach. Był to mój pierwszy raz z musicalem na żywo, gdyż do tej pory wszystkie formy widziałam w tv (Chicago, Upiór w operze). To co zobaczyłam na scenie Romy przeszło moje najśmielsze oczekiwania. To było coś cudownego! Światło, scenografia, dynamika akcji i przede wszystkim utwory które raz chwytały za serce a za chwilę bawiły do łez. Cud, miód i malina. Minusy? Drugi akt, który troche przegadany wlókł się jak flaki z olejem, powinien skończyć się na scenie batalii gdyż dalej nic atrakcyjnego nie oferował odbiorcom. Scena ślubu i odejścia ojca - do przewidzenia, tak więc można było się jej pozbyć z całości. Jednak jeżeli chodzi o całość - cudowne, cudowne i ja chcę jeszcze raz!
Wieczór, 8 marca spędziłam wspólnie ze znajomymi (i Łukaszem :))w Teatrze Roma na musicalu Les Miserables, czy Nędznikach. Był to mój pierwszy raz z musicalem na żywo, gdyż do tej pory wszystkie formy widziałam w tv (Chicago, Upiór w operze). To co zobaczyłam na scenie Romy przeszło moje najśmielsze oczekiwania. To było coś cudownego! Światło, scenografia, dynamika akcji i przede wszystkim utwory które raz chwytały za serce a za chwilę bawiły do łez. Cud, miód i malina. Minusy? Drugi akt, który troche przegadany wlókł się jak flaki z olejem, powinien skończyć się na scenie batalii gdyż dalej nic atrakcyjnego nie oferował odbiorcom. Scena ślubu i odejścia ojca - do przewidzenia, tak więc można było się jej pozbyć z całości. Jednak jeżeli chodzi o całość - cudowne, cudowne i ja chcę jeszcze raz!
poniedziałek, 7 marca 2011
po co komu zootechnika
Dla tych którzy jeszcze nie słyszeli, nie wiedzą i nie mają bladego pojęcia co się dzieje na bożym świecie :) pragnę przekazać nowinę, iż od 28 lutego pełnoprawnie i z premedytacją mogę pisać trzy literki i stawiać po nich kropkę przed nazwiskiem. Tak, tak studia dobiegły końca, jestem inżynierem. :)
Przy tej okazji naszła mnie trochę smutna i przygnębiająca refleksja. Po co komu zootechnik/zootechniczka z piątką na dyplomie i aspiracjami do pracy w zawodzie? Na rozmowach pytają dlaczego szukam pracy w PR a nie w sektorze rolno-zwierzęcym, w sektorze rolno - zwierzęcym - czemu tutaj jak studiuje PR a poza tym gdzie moje doświadczenie w tej branży? Oferty pracy? Kierownik fermy, przedstawiciel handlowy/ambasador marki/ promotor produktu (niepotrzebne skreślić) firm paszowych oraz ewentualnie ale to już na prawdę ewentualnie można zajać się robieniem doktoratu i badań na uczelni ale tylko w momencie gdy twoja średnia oscyluje w granicach 7.0.
Po co uczył się człowiek metod ilościowej oceny populacji? Dryfów genetycznych? Układania dawek? Analizy pasz? Wszystkich specjalistycznych hodowli? Po co wydawał pieniądze na ksero, kawę w bufecie i red bulle pite po nocy? I czego może oczekiwać od rynku pracy gdy już przed nazwiskiem będzie mógł wpisać sześć liter: mgr inż. ? Tego samego co teraz - etatu w tesco lub salad story. Bon appetit!
Przy tej okazji naszła mnie trochę smutna i przygnębiająca refleksja. Po co komu zootechnik/zootechniczka z piątką na dyplomie i aspiracjami do pracy w zawodzie? Na rozmowach pytają dlaczego szukam pracy w PR a nie w sektorze rolno-zwierzęcym, w sektorze rolno - zwierzęcym - czemu tutaj jak studiuje PR a poza tym gdzie moje doświadczenie w tej branży? Oferty pracy? Kierownik fermy, przedstawiciel handlowy/ambasador marki/ promotor produktu (niepotrzebne skreślić) firm paszowych oraz ewentualnie ale to już na prawdę ewentualnie można zajać się robieniem doktoratu i badań na uczelni ale tylko w momencie gdy twoja średnia oscyluje w granicach 7.0.
Po co uczył się człowiek metod ilościowej oceny populacji? Dryfów genetycznych? Układania dawek? Analizy pasz? Wszystkich specjalistycznych hodowli? Po co wydawał pieniądze na ksero, kawę w bufecie i red bulle pite po nocy? I czego może oczekiwać od rynku pracy gdy już przed nazwiskiem będzie mógł wpisać sześć liter: mgr inż. ? Tego samego co teraz - etatu w tesco lub salad story. Bon appetit!
Subskrybuj:
Posty (Atom)