z cyklu: apelujemy o rozwagę
Kolejny rok z rzędu dochodzę do wniosku, że październik nie sprzyja rozmyślaniom. Powody są banalnie proste. Żeby nie powiedzieć błache.
- robi się zimno, w związku z tym ukochane sandałki, klapeczki i szpileczki trzeba odłozyć na najbliższe pół roku na dno szafy bez dna
- robi się ciemno - przysięgam wychodzę z domu prawie w nocy (jedyne co widzę to poduszkę przed oczami) a wracam też w nocy (gdy zdarzy się ze jest trochę jaśniej to znaczy że albo zaczęło świtać albo ja podejrzanie szybko wracam z uczelni)
- zaczyna się nauka, po 3 tygodniowej rozgrzewce pod tytułem "a ja nie wiedziałem że dzisiaj są zajęcia" oraz "grupa do której mnie przydzielili swoją czerstwotą przebiła chleb dla konia" prowadzący nabierają wiatru w żagle i dawaj wejscióweczki, piersióweczki i dwójeczki. Życie, studenckie tylko dodam.
Apel na dzisiaj: droga Pani zimo, apelujemy o rozwagę! Jak będziesz tak ponura jak październik to wyjedziemy wszyscy do czwartej Irlandii, i kto wtedy będzie płacił podatki?