z cyklu: jest dobrze a nawet bardzo
Są święta, konkretnie drugi dzień świąt. Koteczki moje piękne, rude i puchate zostawiłam w warszawskim domu, dlatego musiałam do niego szybko wracać zza wigilijnego stołu. I chociaż siedzę sama w domu, jest mi ponad przeciętnie dobrze (no może poza tym że poszłabym na imprezę). Nikt nie chodzi i nie wciska mi kotletów, sałatki jarzynowej i nie każe mi przegryzać tego śledziem. Nie mam obowiązku odwiedzać stada ciotek które co roku widuję tylko przy tej okazji a które tuż po zamknięciu przeze mnie drzwi głośno komentują mój ubiór, figurę i zawartość portfela. I spokój wewnętrzny względny a to się rzadko zdarza przy rodzinnych świętach. Kolejny klasyk mawiał: co za dużo to nie zdrowo. Ja mawiam: Nie ważne co będzie i tak jest zajebiście! Bo mam do kogo wracać.
Może to objaw staropanieństwa lub też innej schizofrenii że koty zajmują tak wiele miejsca w moim życiu. Nie potrafię sobie jednak w żaden sposób wytłumaczyć, dlaczego te dwa futra zajmują tak wiele miejsca w moim sercu. Może dlatego, że one nic nie muszą? Nie muszą udawać miłości, uczuć, poprawności politycznej oraz gustów muzyczno - artystycznych. Nie muszą wymyślać sobie zajęć tak aby móc coś zajebistego umieścić na wallu znanego portalu. Nie potrzebują pieczątek w paszporcie z najodleglejszych miejsc świata które nawet trudno znaleźć na mapie. Nie są tu i teraz i nie robią tego czy tamtego bo tak wypada. Bo tak ktoś kazał.
One po prostu bezinteresownie przywiązują się do osoby, która poświęca im chociaż krztę uwagi. I kochają bezinteresownie. Mnie kochają i ja to czuję. Niepojęte jest dla mnie (a przypomnę przed nazwiskiem mogę wpisać inż. zootechniki) jak wiele miłości jest w tak małym ciele. I jak ta miłość ze zwierząt przechodzi na ludzi. To jest dla mnie magia świąt i nie chcę wiedzieć jak i dlaczego tak to właśnie działa.
Koty duza musza... musza spac w szafie, rozbijac kubki z kawa, robic demolke i krasc jedzenie!
OdpowiedzUsuń