Ach ach jak cudownie było na dugim końcu globu... słońce, tequila, przyjacielskość mieszkańców i to jedzenie... żyć nie umierać. W Meksyku jest cudownie. Ciepło (czasami nawet bardzo), przyjaźnie, niestety biednie ale ma to również swoje dobre strony (czytaj butelka Coca - Cola, 600 ml kosztowała uwaga 2 zł) i przede wszystkim radośnie, śpiewająco i tańcząco. Wesoły naród, ktory nie przejmuje sie tym, co będzie jutro. Ważne jest tu i teraz. I to jest główna zasada życia Meksykan.
Jedzenie - pikantne ale bardzo dobre (no może poza jedną zupą, ale jedna niesmaczna miska na całe 16 dni pobytu to mogła się trafić). Picie - tequila w cenie bardzo, bardzo przestępnej, piwo - głównie Corona, też dobre ale bez fajerwerków, no i najbardziej egzotyczna rzecz jaką tutaj spotkałam - "kompot" zrobiony na bazie wody po ugotowanym ryżu (czyli, gotujemy ryż, wody po nim nie wylewamy, tylko dolewamy zimnej, dodajemy lodu i napój do obiadu, jak znalazł). Mają za to cos cudownego - napój z suszonych kwiatów hibiskusa, coś podobnego do znanej w Polsce herbaty, ale tutaj - to po prostu jakaś rewelacja. Zdecydowany kulinarny numer 1.
Cóż to tyle na razie na temat Meksyku. kto wie może kiedyś uda mi sie tam wrócić... na dłużej... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz