czwartek, 10 marca 2011

nędznie

Dzień kobiet (albo Dzień naleśnika jak kto woli:)) minął jak co roku, z mniejszą lub większą ilością kwiatków, które stoją i pachną do dzisiaj. Dobrze ze nie jest to już goździk i rajstopy jak w czasach towarzysza Gierka.

Wieczór, 8 marca spędziłam wspólnie ze znajomymi (i Łukaszem :))w Teatrze Roma na musicalu Les Miserables, czy Nędznikach. Był to mój pierwszy raz z musicalem na żywo, gdyż do tej pory wszystkie formy widziałam w tv (Chicago, Upiór w operze). To co zobaczyłam na scenie Romy przeszło moje najśmielsze oczekiwania. To było coś cudownego! Światło, scenografia, dynamika akcji i przede wszystkim utwory które raz chwytały za serce a za chwilę bawiły do łez. Cud, miód i malina. Minusy? Drugi akt, który troche przegadany wlókł się jak flaki z olejem, powinien skończyć się na scenie batalii gdyż dalej nic atrakcyjnego nie oferował odbiorcom. Scena ślubu i odejścia ojca - do przewidzenia, tak więc można było się jej pozbyć z całości. Jednak jeżeli chodzi o całość - cudowne, cudowne i ja chcę jeszcze raz!

1 komentarz:

  1. Ja bym nie miala nic przeciwko dostawaniu rajstop... ale faktycznie 8-ego marca wole obchodzic Pancake Day ;) Przynajmniej sie czlowiek naje, bo gozdzikiem to nie bardzo.

    OdpowiedzUsuń